00_322previewjpg [600x400]

 

Już od 35 lat jest obecny na polskiej scenie filmowej. Wystąpił w 77 filmach i 51 serialach, z których najbardziej znane to „Wesele”, „Drogówka”, „Dom zły” i „Świat według Kiepskich” ze świetną rolą filozofa Badury z nieodłączną butelką wina. Gra także na gitarze śpiewając rosyjskie piosenki bandyckie. Zwycięsko wyszedł z nałogu alkoholowego ostrzegając obecnie przed nim dzieci, młodzież i dorosłych. W trakcie takiej trasy wstąpił do Wilkas relaksując się w saunie w Parku Wodnym.


– 35 lat Lecha Dyblika na planie i wiele niezapomnianych ról to wynik godny podziwu...
– No cóż, staram się gonić najlepszych (śmiech). Tak dużo grali np. Leon Niemczyk i Henryk Bista, których i tak nie doścignę. Dzięki temu, że moje role nie były wielkie, widzom łatwiej było mnie znosić na ekranie. Obserwując moich kolegów biorących wszystko w momentach sukcesu widzę, że muszą mieć potem parę lat kwarantanny, bo nikt już nie potrafi wytrzymać ich obecności. Mam nadzieję, że ze mną się tak nie stanie.
– Jako jakiego aktora postrzegają Pana ludzie?
– Co ciekawe, nie wszyscy postrzegają mnie jako aktora. Części wydaje się, że mnie zna, ale raczej pytają o to, czy kładłem dachy w Bielsku czy pracowałem w ubezpieczeniach, a może i robiłem w lesie. Kojarzę się więc im jako człowiek z sąsiedztwa, co – nie ukrywam – jest dla mnie dużym komplementem. Traktują mnie po prostu jak swojego. To mnie cieszy, bo zależy mi aby to, co robię, było normalne i z tego samego świata, w którym żyją polscy patrioci.

– Ale nie dał się Pan zaszufladkować do tej pory?
– Nie wiem, choć w Internecie znalazłem wpis, że ten facet genialnie gra meneli, rolników i działaczy partyjnych niższego szczebla. Ja to akurat lubię, bo mentalność takich ludzi, którzy mają problemy nie jest mi obca. Uwielbiam publiczność robić w konia. Bardzo są zdziwieni, kiedy mnie poznają na żywca, bo jak gram tych meneli nie widzą we mnie wykształconego człowieka, ze znajomością kilku języków, poza tym ojca rodziny. Ta praca to głównie zabawa i możność powiedzenia paru istotnych rzeczy, do których w swym życiu doszedłem i których wiele ludzi jeszcze nie wie. O życiu mogę choćby filozofować z panem
Ferdkiem Kiepskim w serialu o jego przygodach. Grany tam przeze mnie Badura ma ważną cechę, że nie udaje i że w życiu coś zrozumiał, co jest pewnego rodzaju przesłaniem, że jest jak jest.
– To chyba supersprawa, że każdemu jawi się Pan jako swój człowiek?
– Mam w swoim życiu wiele trudnych chwil, m.in. chorobę alkoholową, z której udało mi się na szczęście wyjść. Jak człowiek przez to przejdzie, to staje się normalny i to jest fantastyczna szkoła życia. Można bowiem w naprawdę interesujący sposób zmienić swój obraz. To długo trwa, ale przecież nigdzie się nie śpieszymy.
– W związku z tym Pańskim epizodem pozostaje wizyta w Giżycku ze spektaklem „Kuszenie śmierci”. O czym on opowiada?
– Na moich koncertach piosenki rosyjskiej mówię o tym, co trzeba robić, by mieć satysfakcję w życiu i poczucie zadowolenia. Wielu z moich słuchaczy ma problem alkoholowy, znacznie poważniejszy niż mówią statystyki. Pragnę na swoim przykładzie pokazać, że da się z niego wyjść i warto się o to postarać. Przez wiele lat myślałem, że takim umrę i że moje życie nie jest nikomu potrzebne. Okazało się na szczęście inaczej. W Giżycku kieruję swój program do dzieci i młodzieży ostrzegając ich, że nie warto się w to bagno pakować oraz czym ono grozi. Młodym mówię, że w głębi duszy każdy sądzi, że taki problem go nie dotyczy, ale statystyki są nieubłagane i jest to tylko kwestią czasu. Wiem, że mimo wszystko będą chcieli próbować alkoholu, ale niech wiedzą, czym może się to skończyć. Słuchają tego z dużą uwagą i pewnie pomaga temu fakt, że dobrze znają mnie z telewizji. Jeżeli dzieci lubią postacie, które gram, to tym lepiej. Na pewno ich nie oszukuję.

– Ma Pan czas na wypoczynek?
– Jestem wolnym człowiekiem i gdy mam parę dni remontuję na przykład dom w górach. Na Mazurach nie jestem zbyt często, bo pochodzę ze
Złocieńca, miasta wśród jezior, po których wielokroć już żeglowałem. Mimo wszystko na Mazurach bardzo mi się podoba i widzę, że to odnowiona znajomość po latach. Z racji spotkań w szkołach odwiedzam różne strony Polski i odkrywam je na nowo. Podobnie jest z waszym regionem.
– Odwiedził Pan dzisiaj Park Wodny w Wilkasach. Jak pierwsze wrażenia?
– Wspaniały obiekt. Przede wszystkim podoba mi się jego rozmiar dopasowany do rozmiaru małej miejscowości. Nie jest to zrobione na wyrost, no i fantastyczna sauna, co podkreślam bez żadnego słodzenia.

– Ma Pan swoją szczególnie ulubioną rolę?
– Lubię postać wujka
Edka z „Wesela”, policjanta, który z miłości do ludzi przebija numery w silnikach samochodowych. Miałem zresztą swój wpływ na to, co wujek Edek mówi, więc odbieram to bardzo osobiście. To film prawdziwy i chociaż pewnie takiego akurat wesela nie było, to składając kilka mniejszych razem, wyjdzie pewnie coś podobnego.
– Jakie plany na przyszłość?
– Skończyliśmy już kręcenie poważnego filmu, którego premiera będzie 12 stycznia. Nazywa się
„Pod Mocnym Aniołem”. To mocna opowieść o alkoholizmie. Podobnie jak „Wesele” reżyseruje go także Wojtek Smarzowski i ma równie znaną obsadę. Polecam go i zapraszam do kin.                                                                                Rozmawiał Waldemar Albowicz

WYBRANE ROLE LECHA DYBLIKA


01jpg [300x200]  02jpg [300x200]  03jpg [300x200]  04jpg [300x200]